Wartość.

ŻYCIE ludzkie to złożony biologiczny proces, który tak naprawdę nie wiadomo w jaki sposób zaistniał i czy po swoim ustaniu będzie kresem naszej świadomości i całego związanego z tym jestestwa.
Jest coś poza fizycznym życiem, czy też nie ma nic? Fundamentalne wręcz zagadnienie, na które niezwykle trudno znaleźć odpowiedź. Ale przecież wszystko co wokół udowadnia nam, że nie ma „nic”, a więc w świecie duchowym również musi coś być. Naukowcy parający się naukami ścisłymi twierdzą, że materia jest tylko pewnego rodzaju formą energii. A ponieważ energia nie znika tylko przyjmuje inną formę, więc jest szansa, że po śmierci nie przepadamy w niebycie. Czy jednak w tym przypadku możemy się sugerować logiką? To ci dopiero pytanie, nieprawdaż?
Nie trzeba być wcale filozofem, aby pod wpływem przeróżnych nastrojów po wielokroć rozpatrywać jego aspekty (najczęściej w negatywnym znaczeniu).
Ilekroć słyszeliśmy podobne pytania:
– Boże, ja to mam życie… Co to za życie?… Po co mi taki los? Co ja takiego zrobiłem…? – niemalże codziennie snujemy rozważania dotyczące jego sensu, kiedy dostaniemy od życia kopniaka w przysłowiowe cztery litery. To akurat nie jest niczym nadzwyczajnym. Mniej, więcej dziewięćdziesiąt procent ludzi w ten sposób reaguje i moim skromnym zdaniem, jest to normalne. W grę jednak wchodzą również inne dylematy.
– Ja tam się na ten świat nie prosiłem – słychać często żelazny argument z ust młodych ludzi, kiedy bezskutecznie próbują przekonać rodziców do swoich zapatrywań czy też pomysłów.
W tym przypadku akurat należy przyznać im rację. Nikt z nas nie planował swojego poczęcia, nie wspominając już tego, że aż do chwili własnych narodzin praktycznie na nic nie mamy wpływu. Rodzimy się nieświadomi własnego istnienia i jeszcze przez długie miesiące, jeśli nie lata, nie zastanawiamy się nad celowością naszego pobytu na tym ziemskim łez padole. Z czasem zdajemy sobie wreszcie sprawę z własnych ułomności i z tego, jak bardzo jesteśmy uzależnieni od dorosłych. Pragniemy być tacy jak oni, a kiedy powoli dochodzimy do takiego momentu w naszym życiu, kiedy lada chwila otrzymamy dowód osobisty, co będzie równoznaczne z dołączeniem do tego zacnego grona, jakże często buntujemy się i wręcz krzyczymy: – Nigdy nie będę taka (taki) jak ty! – Często towarzyszą temu niepotrzebne emocje, których tak naprawdę z czasem się wstydzimy. Czas jednak nieustannie wprowadza do naszych planów poprawki i koryguje nasze zapędy i ambicje.
Człowiek, Homo Sapiens posiada inteligencję, która jest umiejscowiona w najbardziej skomplikowanym organie w całym wszechświecie, czyli naszym mózgu. Ta gąbczasta tkanka, która z łatwością pomieści się w rozłożonych dłoniach dorosłego człowieka umożliwia nam analizowanie sytuacji i wyciąganie wniosków. Przynajmniej w teorii. Ludzie starsi często lubią twierdzić, że gdyby mieli ten rozum i doświadczenie życiowe, jakie mają teraz to kilkadziesiąt lat temu nigdy nie popełniliby tylu błędów, a ich życie potoczyłoby się inaczej (lepiej).
Przypominam, że jako młodzi ludzie z lubością wytykamy błędy rodzicom oceniając ich ze swojej perspektywy. Ale tutaj już wchodzimy w aspekt życia, który zwie się wychowaniem, a to nie było celem tego eseju. Wróćmy więc do tematu.
Na pewno nie raz łapaliście się na tym, że jesteście niedokładną, ale jednak kopią swoich antenatów. Tak pod względem fizycznym, jak i charakterologicznym. Oczywiście nie podoba wam się to, ale z faktami się nie dyskutuje. Tak więc to akurat jest uzasadnione, gdyż całe mnóstwo cech zwyczajnie dziedziczymy po naszych „dawcach” genów. Oczywiście nie zawsze są to nasi najbliżsi, czyli rodzice, ale im dalej wstecz tym podobieństw jest coraz więcej. My jednak mamy wolną wolę i tu się kończą, a właściwie zaczynają problemy. Umiejętność wyboru ścieżki życiowej, która przynajmniej w teorii winna nas poprowadzić we właściwym kierunku nie zawsze jest taka oczywista.
Nawet małe dziecko, jeśli tylko raz dotknie palcem szklanki z gorącą herbatą, to zakoduje sobie, że to nie jest dobre i raczej nigdy już tego nie powtórzy. Czy jest to rozsądek, czy raczej instynkt; nie wiem. Jeśli instynkt, to dziwnym trafem zanika on wraz z upływającym czasem, kiedy to nie jesteśmy jeszcze na tyle mądrzy, aby brać sprawy we własne ręce. Znika natomiast całkowicie, kiedy dojdziemy do wniosku, że nasz intelekt pozwala nam kierować naszym własnym życiem według prawideł, które sami sobie tworzymy.
Tak jest zawsze, kiedy „myślimy”. Gdy natomiast w grę wchodzi odruch, spontaniczność, brak czasu na analizę, to co się okazuje…? Łapiemy się na tym, że gdyby nie odruch, instynktowna automatyczna reakcja, to byłoby z nami źle. Być może więcej powinniśmy czerpać z przeszłości. Wyciągać wnioski z błędów naszych poprzedników, niźli je powielać. Przecież instynkt samozachowawczy bez przerwy, wręcz z uporem maniaka tłumaczy nam co i jak powinniśmy zrobić. Jeśli jednak nie chcemy mu zawierzać naszego życia, to uczmy się słuchać, analizować rady naszych życiowych mentorów, którzy przecież wiedzą od nas lepiej. Doświadczenie życiowe, to coś bezcennego, czego nie można wyuczyć się z żadnego podręcznika.
Wpadki, kompromitacje, słynne „zrobienie z siebie idioty” cały czas nas uczą, co robić, aby się już nie powtórzyły. Nie ma chyba prostszej rzeczy niż wyciąganie wniosków. I nie chodzi tutaj, czy jesteśmy w tym dobrzy, czy troszeczkę gorsi. Liczy się tylko to, że chcemy i że próbujemy się uczyć na błędach życiowych. Okazuje się, że wykształcenie… ba również inteligencja (nawet ta wybitna) to nie to samo, co mądrość. Ilu wielkich, utytułowanych ludzi zachowuje się, jak życiowi kretyni?… Mnóstwo.
Uczmy się życia i pozwólmy życiu, aby nas uczyło. Nasze jestestwo to ledwo mgnienie, błysk niemalże w skali geologicznej. Ile nam dano czasu do dyspozycji?
Pięćdziesiąt, 70, 85 lat życia? Tyle tu będziemy? Niektórym pisane nie dożyć swojej osiemnastki, a innym doczekać do przysłowiowej setki. Te górne ramy czasowe dla nastolatków, to jest coś tak abstrakcyjnego, jak powiedzmy kontakt z istotami z innej planety. Młodzi mają całkowicie inne postrzeganie czasu, ale dla nas w średnim, czy też podeszłym wieku, to już inna bajka.
A teraz pora na apel, dla tych którzy to czytają.
Uczmy się korzystać z życia, tak jak chcemy… Realizujmy swoje pasje i marzenia, nawet te nietypowe. Istnieje jednak cienka, ulotna wręcz granica, której nie wolno przekraczać. Nie róbmy tego kosztem innych. Banalny wręcz apel, który jest tak oczywisty, jak wschód i zachód słońca. My ludzie z czasem jednak zmieniamy nasze skale wartości, cokolwiek to oznacza. I w tym momencie dochodzimy do wartości materialnych. Jesteśmy przedziwnym gatunkiem i jako jedyni na tym świecie gonimy za pieniądzem, który tak naprawdę nic nie znaczy. Kiedy się rodzimy, to nic nie mamy i kiedy umieramy wszystko tracimy. Zdradzę wam teraz, co ja uważam za istotę życia. Otóż jest to:

Szacunek

Jest to coś specyficznego, czego się nie kupi ani nie zdobędzie na siłę. Jest to jedna z niewielu już na tym świecie rzeczy, na którą trzeba sobie zwyczajnie zasłużyć. To jak jesteśmy postrzegani przez innych, jest miarą wartości naszego życia. Chodzi o to, czy to co pozostawimy po sobie będzie miało jakąś niematerialną wartość i czy zostaniemy zapamiętani (oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu). Ktoś kiedyś powiedział: „Tak długo żyje człowiek, jak żyje pamięć o nim.” Życzę wam więc, abyście żyli jak najdłużej, nawet kiedy fizycznie już was nie będzie.

Wojciech Burdelak.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *