Eko

Gdy liście opadną i gdy konar chrupnie,
A gałąź zeschnięta z głośnym trzaskiem łupnie.
Gdy nic już nie będzie, prócz ziemi wyschniętej.
Tej właśnie, gdzie przed laty mówiono, „jak pięknie”,
że ślicznie, naturalnie, tak żywo, radośnie.
Ludzie oko cieszyli na śliwie, na sośnie
i tęczę oglądali przecudną po deszczu
I żubra podpatrzyli, jelenia o brzasku
i małą sarenkę i dzika wielkiego.
To wtedy twierdzili, że nic w tym zdrożnego,
że dymi z komina, że z rury wycieka.
Wszak Ziemia jest wieczna i nie ma człowieka,
co mógłby przewidzieć, co nas jeszcze czeka.
Co zwali nam na głowę, jaki los zgotuje.
Ziemia, matka nasza, jest wielka
i wszystko znieść zdoła.
Tak wszyscy wołali, tak w górach, jak dołach.
W dolinach, na morzach i w miastach krzyczeli
i krzyczeć przestali, niczym skamieniali.
Przyroda umarła i nie ma już fauna
i flora przepadła, zaschnęły im gardła.
Łzy jeno pociekły po mokrych policzkach,
że już zając nie kica i nie śpiewa pliszka.
Ci mali już odeszli, wielcy też przepadli
Jeszcze kości zbielałe, wiatr piaskiem pobarwił.
Cofnąć czasu się nie da i czynów tak samo.
Myśmy to uczynili, tak ojcom, jak mamom,
Tak dzieciom, jak i wnukom podarek wręczono,
by się nim nacieszyli, naturą zmąconą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *